fenomen onsenów 2007-12-11 16:52:05

Po angielsku mówi się na to hot spring, po polsku chyba łaźnia ale nie jestem pewien. Wersja standard to duży brodzik z gorącą wodą i kilka stanowisk z prysznicem, lustrem, kranikiem, miseczką itp. Wodę bierze się spod ziemi. Bo Japonia to jeden z krajów o największej aktywności sejsmicznej (nawet ja przeżyłem już jedno małe trzęsienie ziemi), masa jest podziemnych źródeł które są wykorzystywane właśniew ten sposób, by dawać uciechę ludziom. Wersje de luxe mają z reguły kilka różnych brodzików (jaccuzi, woda średnio-ciepła, woda gorąca), są nawet brodziki z prądem (pod wodą sąelektrody, trochę łaskoczą w brzuszek ;]). Są też waterfalle (woda spada z dwóch metrów na głowę, zajebisty masaż karku i pleców), łaźnia parowa, sauna, a nawet sandbath (nie wiem jak to na polski przetłumaczyć). Ubiera się w specjalne kimono i zasypuje gorącym piaskiem (ogrzewanym przez te podziemne gorące źródła). W wersji droższej są fajne panie które przysypują się piaskiem, w wersji tańszej samemu się kopie swój grób ;]. Jest też często jakiś stawik na zewnątrz, późną jesienią czy zimą super opcja, bo woda ma wtedy grubo powyżej 40oC, kiedy na zewnątrz jest ok. 0oC.

Japończycy są szaleni na tym punkcie, przeciętnie każdy z nich chodzi do onsenu 3-4 razy w tygodniu. Można tam robić wszystko (prawie wszystko) co robi się w domu we własnej łazience, tylko że wanna jest troszkę większa, a sama woda też jest podobno zdrowsza (ponoć zawiera jakieś minerały czy sole). W naszych akademikach, na szczycie góry, też mamy taką facility (common bath, bardzo zachęcająca nazwa), troszkę się od tego uzależniłem, chadzam tam prawie codziennie. Mam teoretycznie wytłumaczenie - leżenie w gorącej wodzie to super regeneracja dla zmęczonych po treningu mięśni. Chłopaki wymyślili mi już sposób na biznes w Polsce - stworzyć sieć onsenów. Jak mi się da to uskutecznić to zostanę człowiekiem sukcesu.

Żeby nie było tak kolorowo, to onsen ma też swoje wady. Pierwsza z nich to to że są trochę gejowskie, chociaż po 4 latach w klasie mat-fiz to nie jest aż tak duży problem. Ogląda się codziennie masę japońskich fiutków, można popaść w obsesję. Chociaż dla odmiany zdarzają się też chińskie, koreańskie czy tajskie, więc nie jest tak źle ;]. Wada druga jest związana bezpośrednio z pierwszą - onseny nie są koedukacyjne. Chociaż to może lepiej :)

A tak w ogóle to cipka po japońsku to "manko", a fiutek to "chinko" (czyt. czinko).

Tym razem nie będzie fotek :) 

skomentuj (2)

Przepraszam!! 2007-12-01 06:08:15

Strasznie długo nic tu się nie działo. Życie w małym miasteczku, na szczycie góry - jedyne rozrywki to szkoła, treningi i oglądanie filmów. I jedzenie hehe :). Pierwszy quarter skończył się w zeszłym tygodniu egzaminami, które w gruncie rzeczy były proste. Japoński zaliczyłem śpiewająco :). Jednak pani Murazumi widocznie mnie nie lubi i próbuje mi często jakoś dojebać. Narazie jesteśmy na etapie "kto pierwszy straci nad sobą kontrolę i wybuchnie".
Pozostałe przedmioty to Development Economics (profesor jest mężem mojej koleżanki z japońskiego, w porządku typ), Investment Strategies in Asia (chyba najlepszy wykładowca w tej szkole, wyluzowany typ i na dodatek dużo kmini, ma 4 dyplomy), Investment and Security Analysis (beznadziejny typ który jest jakimś analitykiem w Deutsche Banku, jego ulubione powiedzonka to 'so what' i 'that's it') i Tea Ceremony (tu jest największe prawdopodobieństwo wtopy, tematem eseju było 'jak ceremonia herbaty wpłynęła na twoje życie"). W tym semestrze jest już lżej, jeden przedmiot o religiach w Azji prowadzony przez jakiegoś Australijczyka (chyba), więc przynajmniej posłucham sobie czystego angielskiego :). Drugi, o polityce i ekonomii, prowadzi jakiś chińczyk którego angielski jest tragiczny i który przez 10 minut próbował rozkminić dlaczego z Japonii do Stanów leci się krócej niż spowrotem. Będzie wesoło.

Na quarter break wybrałem się do Korei Południowej, więc może coś napiszę o tym wspaniałym kraju :). Troszeczkę pozwiedzałem, ale nie za dużo bo wstawałem trochę późno, po 12, a zmrok zapada tu po 17. W Pusan zatrzymałem się w zajebistym hostelu, który był właściwie mieszkaniem kolesia, który dwa pokoje przeznaczył dla gości. 29 piętro w apartamentowcu. W środku duża plazma, kino domowe i ogólnie zajebista atmosfera. A poza tym właściciel mówi po angielsku :). W Seulu było już mniej kolorowo, ale też stosunkowo tanio ;p.
Koreańczycy mają swoje własne krzaczki, które są zupełnie niepodobne do japońskich, więc nie ma opcji żeby cokolwiek przeczytać. Ich język jest też zupełnie inny. Nikt nie mówi po angielsku (prawie), jest jeszcze gorzej niż w Japonii. Laska w barze znała tylko dwa słowa - 'hello' i 'goodbye'. Pani w jednej restauracji nic nie kminiła i musiałem się dogadywać na migi. Probowałem ratować sytuacje po japońsku to się tylko na mnie obraziła.
Koreańczycy nienawidzą Japończyków, tak jak my Niemców i Ruskich razem wziętych. Japonia była złym najeźdźcą, zabijała mieszkańców, paliła domy i gwałciła koreańskie kobiety. Działo się ty chyba jakoś w XVI-XVII wieku, ale też na początku XX wieku, więc pamięć jest całkiem świeża. Młodsi i bardziej wykształceni ludzie trochę mniej się tym przejmują, ale generalnie Kraj Kwitnącej Wiśni na Półwyspie Koreańskim jest bardziej nielubiany niż lubiany.
Swoją sympatię mają Koreańczycy też do Polaków, a zwłaszcza do naszej drużyny narodowej w piłkę nożną. Pamięta się tutaj mecz z Mistrzostw Świata w 2002 - był to pierwszy wygrany przez Koreę mecz w 40-kilkuletniej historii występów. Ma znaczenie trochę większe niż nasze Wembley. Guus Hiddink jest uważany za Boga, a cała drużyna to celebrities.
Sportem narodowym jest chyba baseball, na świecie tylko 4 kraje mają jako takie pojęcie o tym sporcie - USA, Japonia, Korea i Tajwan. Sportem narodowym są też gry komputerowe. W telewizji są dwa kanały nadające na żywo mecze w Starcrafta, pro-playerzy są opłacani przez sponsorów i dostają regularną wypłatę (ok. 3000 PLN). Mój Koreańczyk, właściciel hostelu, grał przez parę lat w Starcrafta po 10 godzin dziennie, ale żeby to rzucić musiał znaleźć sobie inne zajęcie, więc teraz prowadzi hostel :) Jedzenie koreańskie jest bardzo ostre i właściwie niejadalne :). Najpopularniejszym daniem jest 'kimczi', kapusta pekińska marynowana w chili i oleju. Generalnie koreański obiad to kawałek mięsa (nieduży), czasem jakaś rybka, może zupa z tofu, i do tego masa przystawek (ok. 10), w większości jakaś trawa, kapusta albo wodorosty w ostrym sosie chili, pasta z soi itp. Inną ciekawostką jest masa żarcia ulicznego, ale nie mylcie tego z kebabami. Są to małe stragany rozstawione na chodnikach, takie budki pod parasolem, w kotłach gotuje się jakaś woda o smaku ryby, a w niej moczą się 'szaszłyki", czyli kijki z nabitymi na nie róznymi rybami, kalmarami itp, czasem nawet jakaś kiełbaska się znajdzie :). Ja zaryzykowałem tylko spróbowanie pierogów, były całkiem smaczne. Sanepid czegoś takiego na pewno nie dopuściłby do użytku, ja sam za każdym razem miałem ciśnienie czy warto ryzykować srakę dla kilku pierogów, ale mam się całkiem dobrze teraz.
Pod wieloma względami Korea jest lata świetlne przed nami. W Pusan metro ma 3 linie, w Seulu co najmniej 8 (i jakieś 300 stacji), za to nie ma tramwajów i autobusy są jakby trochę mniej popularne. Wszędzie jeżdżą koreańskie samochody (Hyundai, Kia i Daewoo), masa też motocykli. Ludzie w metrze oglądają sobie telewizję na telefonach. A w ogóle to w metrze łapie zasięg :). Z drugiej strony, jak się wejdzie w jakąś uliczkę, to jakby jakiś Trzeci Świat - syf, biedni ludzie ciągnący jakieś kartony na wózku. Fajna sprawa że przed wieloma restauracjami są wystawione akwaria z rybami albo kalmarami które tam pływają, można poprosić pana albo panią żeby tą właśnie rybę nam ugotowano :). Czasem są też ośmiornice, generalnie fajny widok.
Ludzie nie wierzą tu w nic, ale jest dużo katolickich kościołów, to łatwe do zauważenia bo każdy zn ich ma taki samy, podświetlany na czerwono krzyż, kościoły też wyglądają bardzo podobnie. Chrześcijan jest chyba nawet teraz więcej niż buddystów.
Nic więcej mi teraz nie przychodzi do głowy, jak coś jeszcze rozkminię to dopiszę. Tutaj, proszę was, macie fotki:

http://www.facebook.com/album.php?aid=21373&l=51a74&id=693521077
http://www.facebook.com/album.php?aid=21376&l=8d065&id=693521077

P.S. Jeśli coś jest nie tak - Ola, sprostuj :)

skomentuj (2)

Księga Gości